THORN by Jason Hunt – recenzja

Na początku, żeby było jasne – nie przeczytałem jeszcze tej książki i nie wiem czy kiedykolwiek to zrobię. Nie lubię czytać książek, męczy mnie to. Wolę krótkie artykuły, ewentualnie audiobook w samochodzie. W książkach poświęcam za dużo czasów na czytanie rzeczy nieważnych, których nie zapamiętam. Krótkie formy dają mi wiedzę, impuls który trafia do mózgu i robi swoje.

Dlaczego w takim razie podjąłem się tej recenzji, jakim prawem?! Nie przeczytałem Thorna, bo czuję, że nie muszę, że wiem o czym będzie, ale po kolei. (btw. to świetny materiał na pierwszy post na nowym blogu)

Był Thorgal, był Thor, teraz jest Thorn – bohater naszych czasów ?

Książkę otrzymała moje żona, popularna blogerka. Przyniósł ją kurier tuż przed naszym wyjściem. Bardzo się spieszyliśmy, ale musiała ją rozpakować i zobaczyć. Była specjalna dedykacja i autograf. Sweet. Idziemy.

Nie oceniaj książki po okładce

Po powrocie THORN leżał dalej na stole, coś mnie podkusiło aby wziąć ją do ręki i obejrzeć.

W jednej chwili zwrócił moją uwagę sam tytuł. Pomyślałem, że pewnie jakaś  mieszanka poprzestawianych liter w słowie.Po kilku sekundach było już jasne

To co się rzuca w oczy to jakość wydania. Pięknie, dbałość o każdy szczegół. Od razu na myśl przychodzą produkty Apple, filozofia Steve’a Jobsa i jego zamiłowanie do wzornictwa. Motyw tła z okładki coś mi przypomina…ok już wiem. Dalej jakiś cytat, całkiem mądry. Znowu ładna czcionka. Papier, bardzo przyjemny w dotyku. Obrandowanie – jest, czuć rękę batmana. Całość trochę waży. Nie wiem czemu, ale ciężka książka budzi moje większe zaufanie. No dobra, pójdę krok dalej i sprawdzę co w środku.

Czułem, że kryje w sobie wiele smaczków i zagadek. Znam autora, pewnie taki był plan. Chyba, że nie. Chyba, że autor chciał abym tak myślał – że znajdę tu wiele zaszyfrowanych informacji, bo wiadomo, we wszystkim się da coś znaleźć. Nieważne jaki był plan, co znajdę, co do mnie trafi, to moje.

Przerost formy nad treścią

Nie dlatego, że treść jest słaba, tylko forma jest aż tak dobra! Precz z wyjustowaną prozą, ta tutaj przypomina trochę ofertę handlową. Oferta handlowa ma sprawiać, że chętnie ją przeczytamy. Wielkością czcionki, odstępami, akapitami uwypuklać poszczególne fragment. Wyraźnie oddzielać kolejne myśli i angażować czytelnika.

Nie wiem kiedy to się stało, ale przeczytałem kilka akapitów przy porannej kawie. Wybór był zupełnie przypadkowy, przewracałem po kilkadziesiąt  stron, wybierałem fragment i czytałem, aż po ostatni łyk kawy który zaniósł mnie na ostatnią stronę i ostatnie zdanie książki. Może będę tak właśnie robił, zamiast „Zapytaj Beczkę” przy śniadaniu, przeczytam kilka akapitów THORNA?. Po kilku miesiącach, może się okazać, że przeczytałem całą, a wtedy przejdzie do historii.

To naprawdę bardzo zdrowe, taki brak presji że musisz czytać wszystko od początku do końca, żeby zrozumieć fabułę. Nie muszę co chwilę przewracać stron, aby sprawdzić ile to jeszcze zostało do końca rozdziału, który to zakończy moje męczarnie. W THORNIE którykolwiek fragment bym nie wybrał, zawsze zrozumiem o czym jest, z dużą szansą że da mi do myślenia i go zapamiętam. THORN jest trochę jak YouTube, wybierasz sobie kilka przypadkowych filmików i oglądasz jeden po drugim dla odprężenia.

Treść THORNA to przelana na papier mapa myśli. Jednak poukładana w logiczną całość.

Gdybym miał ocenić książkę „THORN” jednym słowem, to powiedziałbym – grywalna. Wiem, nie ta branża, ale to słowo najlepiej oddaje jej esencje. Po prostu chce się ja czytać i czytać. Angażuje i nie męczy. Nie oceniam jakość samej treści pod kątem słownictwa, składni zdań, prowadzenia narracji i co tam się jeszcze bierze pod uwagę oceniając książkę, jakiś tam krytyk pewnie doszuka się błędów. Dla mnie to nie ma kompletnie znaczenia. Bo zadanie tej książki to oddziaływanie na czytelnika, a właśnie to robi ze mną – przywołuje wspomnienia i utożsamia z bohaterem.

(W szkole miałem sporą nadwagę i też byłem wybierany do gry jako ostatni)

Każdy z nas był kiedyś młody. Każdy z nas nosi ze sobą wiele wspomnień o których nie pamiętamy nacodzień, bo nie mamy takiej potrzeby, okazji czy czasu. To błąd, bo nasze przeżycia, doświadczenia to kopalnia wiedzy o nas samych. To wiedza nad którą powinniśmy rozmyślać i wykorzystywać dla lepszego jutra.

Zacznij robić trochę więcej z tego o czym myślisz.

 

Jeden komentarz do “THORN by Jason Hunt – recenzja

  1. Jeszcze nie spotkałam się z takim podejściem do czytania książki. W moim przypadku zawsze od deski do deski. Od kiedy czasu jakby mniej, bazuje na audiobookach. Ale recenzja skutecznie zachęciła do sięgnięcia po pozycję. Dziękuję.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.